Przez większość mojego życia bałam się fryzjera. I bynajmniej nie tego, że obetnie mi ucho.
W sumie to nie pamiętam kiedy poszłam do fryzjera po raz pierwszy. Na pewno byłam już nastolatką. Zakładam, że wcześniej włosy obcinała mi mama albo ciotka czy ktoś taki. W każdym razie było ciachu ciachu i po strachu, nikt za bardzo nie pytał „co robimy” (a nawet jeśli to nie mnie tylko moją mamę) ani nie nakładał mi pianki do modelowania (bo nie było modelowania).
Toteż fryzjerki mnie przerażały. Miały długie paznokcie którymi boleśnie waliły mnie po głowie podczas mycia i układania. Proponowały dziwne fryzury, które na moich drutowato prostych włosach nie miały szans się sprawdzić bez ton lakieru i nakładały mi właśnie te tony lakieru i innych rzeczy.
A ja potem szłam do domu, patrzyłam w lustro, myłam włosy i próbowałam „coś z tym zrobić”.
Czyli byłam na tyle niepewna siebie, że nie potrafiłam się sprzeciwić. Zastanawia mnie to, bo generalnie nie uważam się za osobę, która była nieasertywna. Gdy fryzjerka pytała „co robimy?” to jej mówiłam czego oczekuję. Problem w tym, że ona mnie nie słuchała, a ja się po prostu nie sprzeciwiałam.
Ktoś mnie pyta czego chcę a potem ignoruje moją odpowiedź. Story of my life?
W tej chwili już nie boje się fryzjerki. Nawet jak zdarzy jej się zapomnieć, że po obcinaniu nie chcę modelowania z jakimkolwiek produktem do włosów, to po prostu jej przypominam. Jak zachęca, czyli nie odpuszcza, to mówię (czasem lekko żartobliwym tonem), że „proszę mi oszczędzić roboty – jak mi pani rzuci lakier na włosy to będę musiała od razu po przyjściu do domu je umyć a tak to chociaż na jutro mam gotowe”.
Próbowałam się postawić w roli fryzjerki, żeby zrozumieć dlaczego one tak robią? Chcą autentycznie pomóc? Naprawdę uważają, że będę piękniejsza jak nie będę się czuła sobą? Może potrzebują uzasadnić cenę usługi (której nigdy nie kwestionuję z takiego powodu, że nie chcę produktów na włosy).
Od kilku lat wizyty u fryzjera są więc dla mnie przyjemnością. Również dlatego, że wysłuchuję wiele komplementów na temat kondycji moich włosów. A czasem nawet pojawia się „jak ładnie pani siwieje” 🙂
